Geas:Burgkon – przed rozpoczęciem

Do Geas został w zasadzie jeszcze jeden dzień. Jeden dzień w Trójmieście a potem podróż i trzy dni w zamku Grodzieć koło Złotoryi.

Rola przyszła wczoraj, więc mogłam wreszcie usiąść, z takim zasobem informacji, do przygotowania muzycznego. Czasu trochę mało, ale jak pokazuje “Piosenka napisana Przypadkiem” to i tak więcej niźli bywało.

Bawię się zatem tłumaczeniem kilku tekstów zagranicznych, które mogą pasować, muszę pamiętać o moim kaligraficznym piórku oraz notesie vol.2, coby wyglądał historycznie. Na strój jest kilka pomysłów (ach, dobrze byc harfiarką), ale wszystko trzeba dopiąć jeszcze dziś, bo może się okazać, że wyjeżdżać na Geas będę jutro wieczorem…

A teraz siadam do harfy. Jest jeszcze dużo pracy.

I po Irlandii

No i wróciłam.

Jeszcze w uszach szumi wiatr głaszczący irlandzkie wrzosowiska.

Byłam tu i ówdzie, wchodziłam do jaskiń, grałam w prastarym grobowcu, chodziłam ścieżką do ukrytej polany i  obserwowałam Wysokogórskich Irlandzkich Oceanicznych Wędkarzy Klifowych.

Na szkole harfy nauczyłam się dużo więcej o szkockiej muzyce sprzed wieków, ale i dostałam bardzo wartościowe informacje o tym, jak skutecznie ćwiczyć grę na instrumencie. Jako że mam głębokie poczucie misji możecie już wkrótce spodziewać się artykułu na ten temat.