Dziewczę ze stali

Dziewczę ze Stali, Rohanu Panna,
gdy zamyślona kurhany mija,
suknię jej zwilża rosa poranna,
co simbelmynë gęsto spowija.

W ciszy pustkowia szmer wiatru w trawach
jest hukiem sztormu i rykiem morza,
a myśl o sobie i rodu prawach
spędza sen z powiek, podrywa z łoża.

Ptak w złotej klatce, Panna Rohanu,
mężne swe serce pod suknią kryje,
stoi samotna pośród kurhanów
z pucharu losu gorycz wciąż pije.

Dzień po dniu mija w komnat pomroce,
lepkie zwątpienie duszę zatruwa,
złych słów potoki w kątach mamrocze
zausznik króla – najniższy sługa.

Z żałością w sercu starannie skrytą
wyniosła panna, gdy wieczór wschodzi,
z goryczą w ustach przez dzień wypitą,
topi się w wielkiej łez swych powodzi.

I gdy zwrot losu, w kaprysie nagłym
chwałę i honor zwrócił królowi,
pannie marzenia do stóp się kładły,
kiedy patrzyła w oczy mężowi:

“Rycerzu obcy, tyś szarooki,
surowe wszakże twoje oblicze,
lecz gdy musnęły cię moje loki
ogień w twych oczach zatlił się skrycie.”

Jak bezmiar stepu tęsknym spojrzeniem,
objął jej postać wśród uczty gwaru,
skłonił swą głowę z lekkim westchnieniem
ujrzawszy w oczach bezkresy żaru.

Świt wstawał bladą perłą nad stepem,
rycerz już ruszał wprost do przełęczy,
gdzie ludzkie jęki jedynym echem,
gdzie wiarołomstwo upiory dręczy.

Ze skamieniałą twarzą, o świcie,
panna w rynsztunku na schodach stoi.
Wzgardził jej męstwem, wzgardził jej życiem,
tylko śmierć w boju rozpacz ukoi.

Przywdziewa zbroję, hełm włosy kryje,
miecz przypasuje Dziewczę ze Stali,
wśród ciżby wojska postać swą kryje
i razem z nimi niknie w oddali.

W bitwie ogromnej szuka swej śmierci,
Jeźdźca Mrocznego na bój wyzywa,
miecz z lśniącą klingą zaciska w pięści,
… a nad polami mgła wstaje siwa…

Grozą ogromną tchnął Jeździec Czarny,
krzykiem swym serca porażał mężne,
ale z odwagą stepowej panny
swe moce musiał zmierzyć potężne.

Bez lęku staje, Panna ze Stali,
mieczem zamierza w potwora lico,
ktoś głośno krzyczy – Jeździec się wali
z wiatrem od morza rozwiewa w nicość.

W rozpaczy wielkiej pogrążona stoi,
w pustce przed sobą utkwiła oczy,
myśl się kołacze w osłabłej woli:
z kim potężniejszym bój o śmierć stoczy?

Kto zgon jej zada, ze stali pannie,
co serce swoje próżno oddała?
Czy ktoś poszuka w rozpaczy, na dnie
jakiejś iskierki co ledwie pała?

W Domu Uzdrowień, bez chęci życia,
rękę na szarfie strzaskaną nosi,
wyjść nie chce z komnat swoich ukrycia,
chociaż Opiekun co dzień ją prosi.

Smutna księżniczka na murach staje,
we wschodnim niebie oczy utkwiła,
wtem płaszcz błękitny ze srebrnym skrajem,
rycerska ręka jej zarzuciła.

Spojrzenie zimne nań obróciła,
niosące niechęć, wyniosłe wielce,
lecz szczere oczy w twarzy zobaczyła
i drgnęło serce w cichej rozterce.

W ciszy ogrodu, pomiędzy kwiaty,
dwoje z powagą toczy rozmowy:
o tym co teraz i co przed laty…
nad chłodną wodą schylają głowy.

Jego włos czarny z jej jasnym lokiem
splątany nagle w toń się zanurza,
panna się mieni zerkając bokiem
i lico swoje śmiechem rozchmurza.

Ujął jej dłonie w swe smukłe palce,
w oczy spogląda z nadzieją wielką:
“Czy miłość twoją, po długiej walce,
zdobyć bym zdołał?” pyta z rozterką.

Dziewczę się płoni, wzrokiem ucieka,
dłonie zabiera i znów podaje…
rycerz wciąż patrzy, cierpliwie czeka,
aż panna zgodę nieśmiało daje.

Rozdzwońcie dzwony Miasta Białego,
Dziewczę Rohanu, Panna ze Stali,
znalazła szczęście dla serca swego
i w łąk Ithilien zniknęła dali.

Lyrics by Katarzyna „Avari” Wojdak
Music by Barbara Karlik

 A story about Eowyn, the Steel Maiden of Rohan.